
Kraków odkrywa, że miasto nie żyje z makiet, wizualizacji czy kolejnych inwestycji deweloperskich. Przedterminowe wybory przyniosły powrót do gospodarczych fundamentów.
Przez lata krakowska polityka samorządowa przyzwyczaiła nas do wielkich wizji. Metro, nowe arterie komunikacyjne, monumentalne obiekty, spektakularne projekty urbanistyczne i kolejne koncepcje budowania miasta czy dzielnic przyszłości. Łatwiej było snuć dalekosiężne wizje, opowiadać o tym, co dopiero powstanie, niż o tym, co już istnieje i każdego dnia pracuje na utrzymanie Krakowa.
Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa przyniosły wyraźną zmianę akcentów. W centrum rozmowy o przyszłości miasta coraz częściej pojawiają się inne kwestie: miejsca pracy, lokalna przedsiębiorczość, zachowanie przemysłu, stabilność zatrudnienia i dochody podatkowe.
To nie jest wyłącznie zmiana języka kampanii. To powrót do fundamentalnego pytania: z czego właściwie ma żyć Kraków, jakie zasoby angażować do swojego rozwoju?
Od miasta wielkich projektów do miasta, które musi na siebie zarabiać
Wielkie inwestycje mają swoje miejsce w rozwoju każdego nowoczesnego miasta. Metro, drogi, linie tramwajowe czy nowe obiekty publiczne mogą poprawiać jakość życia i tworzyć warunki dla dalszego rozwoju. Problem pojawia się wtedy, gdy sama wizja inwestycji zaczyna zastępować rozmowę o gospodarczym fundamentach, które pozwolą te inwestycje sfinansować.
Bo metro nie powstaje z samej obietnicy wyborczej. Szkoły, szpitale, komunikacja miejska, zieleń i infrastruktura społeczna nie utrzymują się dzięki atrakcyjnym wizualizacjom i makietom. Wszystko to wymaga stabilnych dochodów, a te w istotnej części zależą od kondycji lokalnej gospodarki.
Przedterminowa kampania pokazała, że coraz trudniej prowadzić poważną rozmowę o przyszłości Krakowa bez odpowiedzi na kilka podstawowych pytań:
- Gdzie krakowianie będą pracować?
- Jakie warunki stworzymy przedsiębiorcom, którzy chcą rozwijać swoje firmy właśnie tutaj?
- Czy Kraków będzie zachowywał istniejące miejsca pracy, czy pozwoli na ich stopniowe wypychanie poza granice miasta?
- Czy kolejne, coraz droższe inwestycje mieszkaniowe to jedyna opcja planistyczna w mieście? Tym bardziej gdy presja demograficzna zaczyna słabnąć a nowe lokale wcale nie zmniejszają luki mieszkaniowej stanowiąc bardziej zasób inwestycyjny wąskiej grupy najlepiej uposażonych mieszkańców i zagranicznych funduszy.
- Jaka będzie baza podatkowa, jeżeli z mapy gospodarczej Krakowa będą znikać kolejne zakłady produkcyjne i przedsiębiorstwa usługowe?
To pytania znacznie mniej widowiskowe niż wizja kolejnej monumentalnej inwestycji. Ale to właśnie od odpowiedzi na nie zależy, czy Kraków będzie miał kiedyś środki na realizację swoich ambitnych planów a zwłaszcza na ich bieżące utrzymywanie.
Pragmatyzm zamiast polityki samych obietnic
W tegorocznej debacie wyborczej wyraźniej wybrzmiał pragmatyczny sposób myślenia o mieście. Rozwój nie musi oznaczać wyłącznie budowania nowych dzielnic mieszkaniowych i zmiany przeznaczenia kolejnych terenów by zaspokajać potrzeby branży deweloperskiej.
Może oznaczać również tworzenie warunków, w których istniejące przedsiębiorstwa inwestują, zwiększają zatrudnienie, wdrażają nowe technologie i płacą podatki w Krakowie.
To istotna zmiana perspektywy. Przedsiębiorca przestaje być postrzegany wyłącznie jako podmiot, któremu należy zapewnić obsługę administracyjną, a zaczyna być dostrzegany jako ogniwo w łańcuchu realizacji miejskiej polityki rozwoju.
W takim modelu gospodarka nie jest dodatkiem do polityki przestrzennej. Jest jednym z punktów wyjścia dla strategii rozwoju.
Nie chodzi przy tym o przeciwstawianie przedsiębiorców mieszkańcom. Przeciwnie. Stabilne miejsca pracy, dochody gospodarstw domowych i wpływy do budżetu miasta są elementami tego samego systemu, z którego korzystają wszyscy krakowianie.
Rybitwy mówiły o tym, zanim stało się to modne
Dla przedsiębiorców skupionych wokół Klastra Rybitwy obecna zmiana narracji nie jest żadnym odkryciem. To właśnie o takim podejściu mówiliśmy od lat.
Kiedy w Krakowie dominowały dyskusje o kolejnych koncepcjach przekształcania Rybitw i Płaszowa w wielką dzielnicę mieszkaniową, zwracaliśmy uwagę na coś, co w planistycznych prezentacjach zbyt często pozostawało niewidoczne: istniejącą gospodarkę, 20 tysięcy miejsc pracy, dziesiątki i setki milionów podatków odprowadzanych na poziomie lokalnym i centralnym .
Na tym obszarze funkcjonują przedsiębiorstwa produkcyjne, logistyczne, transportowe, handlowe i usługowe. To nie jest pusta przestrzeń oczekująca na zagospodarowanie. To działający organizm gospodarczy, z pracownikami, inwestycjami, kontraktami, infrastrukturą i wieloletnimi relacjami biznesowymi. To jedno z funkcjonujących gospodarczych silników Krakowa które warto utrzymać i rozwijać a nie skazywać na unicestwienie czy ograniczanie działalności, co może oznaczać nie tylko utratę miejsc pracy, ale również osłabienie dochodów podatkowych miasta.
Nasze stanowisko od początku było proste: nie można budować świetlanej przyszłości Krakowa, niszcząc gospodarcze fundamenty jego teraźniejszości, niszcząc ekonomiczną podstawę funkcjonowania i bezpieczeństwo socjalne tysięcy krakowskich rodzin.
Nie postulowaliśmy zatrzymania rozwoju miasta. Postulowaliśmy rozwój, który nie odbywa się kosztem istniejącej przedsiębiorczości. Nie sprzeciwialiśmy się rozmowie o zmianach przestrzennych. Domagaliśmy się, aby w tej rozmowie uwzględniono głos tych, którzy od dekad tworzą na tym terenie miejsca pracy i wartość gospodarczą. Nie prosiliśmy o przywileje. Domagaliśmy się partnerskiego traktowania i uznania, że przedsiębiorstwa i ich pracownicy są pełnoprawnym elementem miejskiej wspólnoty.
Miejsca pracy to nie tylko statystyka
W dyskusji o przyszłości Rybitw i Płaszowa często pojawiają się wielkie liczby. Są ważne, ale za każdą z nich stoi konkretny człowiek. Pracownik zakładu produkcyjnego. Kierowca. Magazynier. Inżynier. Mechanik. Konstruktor. Specjalista od logistyki. Pracownik administracji. Właściciel małej firmy, który przez lata budował przedsiębiorstwo i zatrudnia kolejne osoby.
Utrata miejsca pracy w Krakowie nie oznacza automatycznie, że człowiek przestaje pracować. Może jednak oznaczać konieczność codziennych dojazdów poza miasto, zmianę sposobu funkcjonowania w społeczeństwie, rozłąkę z rodziną czy dotychczasowym środowiskiem zawodowym, a w przypadku przedsiębiorcy – konieczność przeniesienia całego biznesu.
Właśnie dlatego Klaster Rybitwy od początku łączył obronę przemysłowego charakteru tego obszaru z troską o pracowników i ich rodziny.
W tej perspektywie rozwój przemysłu nie jest nostalgicznym przywiązaniem do dawnych funkcji miasta. Jest elementem nowoczesnej polityki gospodarczej, w której liczą się różnorodność miejsc pracy, odporność ekonomiczna i zdolność do utrzymywania wartości dodanej na miejscu.
Baza podatkowa – temat, którego nie da się ominąć
Jest jeszcze jeden argument, o którym w kampaniach wyborczych mówi się zdecydowanie zbyt rzadko. Podatki. To nie przypadek, że od jakiegoś czasu w naszym mieście budżet przestał się spinać. To nie przypadek, że struktura gospodarcza w której dominują zagraniczne korporacje zlecające tu usługi dla swoich central, powoduje że realne przychody podatkowe od przedsiębiorstw są w Krakowie dużo niższe niż we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy Warszawie.
Przez lata nie dostrzegano tego patrząc na rosnące biurowce i płace. Dziś także w obliczu procesu przekształceń branży BSS i IT okazuje się że ta gospodarcza struktura może nie tylko niekorzystnie oddziaływać na rynek pracy ale także miejską kabzę.
Co więcej. Widzimy wzrost świadomości także w innym aspekcie – każda decyzja o przeznaczeniu terenu pod określoną funkcję gospodarczą lub mieszkaniową ma swoje konsekwencje finansowe. Nie można jednak sprowadzać ich wyłącznie do liczby planowanych mieszkań czy potencjalnych nowych mieszkańców. Trzeba również uwzględnić istniejące przedsiębiorstwa, ich działalność, zatrudnienie, inwestycje i wpływy do miejskiego budżetu.
Miasto, które wypiera działalność gospodarczą, musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czym i kiedy zastąpi utracone źródła dochodów. A przecież jednocześnie będzie musiało finansować infrastrukturę dla nowych mieszkańców i to nie tylko na etapie budowy ale przede wszystkim bieżącego utrzymania.
Dlatego odpowiedzialna polityka przestrzenna powinna być powiązana z polityką gospodarczą i fiskalną. Właśnie tego domagali się przedsiębiorcy z Rybitw: aby decyzje urbanistyczne nie były podejmowane w oderwaniu od ich społeczno-gospodarczych konsekwencji.
Nie chodzi o zwycięstwo jednej grupy interesu
Pragmatyczne podejście do rozwoju Krakowa nie oznacza, że wszystkie konflikty przestrzenne można rozwiązać na korzyść przemysłu. Miasto musi godzić różne potrzeby: mieszkaniowe, transportowe, środowiskowe, społeczne i gospodarcze.
Wymaga to jednak czegoś więcej niż deklaracji o nowoczesności i zrównoważonym rozwoju.
Wymaga rzetelnego bilansu korzyści i kosztów, uwzględnienia istniejącego zagospodarowania, konsultacji z przedsiębiorcami, pracownikami i mieszkańcami oraz konkretnych mechanizmów ochrony funkcjonujących zakładów.
Jeżeli Kraków chce rozwijać nowe funkcje mieszkaniowe, powinien robić to w sposób, który nie tworzy presji prowadzącej do stopniowego ograniczania działalności sąsiadujących firm.
Jeżeli chce przyciągać inwestorów, powinien również zadbać o tych, którzy już zainwestowali tutaj swoje pieniądze, czas i kompetencje. To kwestia odpowiedzialności i wiarygodności, zwłaszcza wobec lokalnych przedsiębiorców, funkcjonujących tu od lat, o których, szermując hasłami patriotyzmu gospodarczego i znaczenia local content, wypadało by troszczyć się nieco bardziej niż o zagraniczne koncerny, które dziś są tu a jutro mogą być już tam – w Indiach, na Filipinach, w Rumunii czy Ukrainie.
A jeśli Kraków chce być miastem nowoczesnym, musi rozumieć, że nowoczesność nie polega wyłącznie na wyglądzie fasady nowej zabudowy. Polega również na zdolności do tworzenia i utrzymywania wartości gospodarczej.
Klaster Rybitwy nie zmienił poglądów. Zmieniła się debata.
Przedterminowe wybory przyniosły interesującą zmianę: postulaty, które jeszcze niedawno były przedstawiane jako stanowisko wąskiej grupy przedsiębiorców broniących własnych interesów, coraz wyraźniej wpisują się w szerszą rozmowę o przyszłości Krakowa.
Rynek pracy. Przedsiębiorczość. Przemysł. Dochody budżetowe. Odpowiedzialność za istniejące miejsca pracy.
To dla nas nie są nowe hasła. To postulaty, które Klaster Rybitwy konsekwentnie podnosił od początku swojej działalności. Dziś można odnieść wrażenie, że krakowska debata gospodarcza dogania argumenty, które przedsiębiorcy z Rybitw przedstawiali od lat.
I właśnie w tym tkwi najważniejsza lekcja obecnej kampanii. Miasto nie zaczyna się od wizualizacji przyszłych inwestycji. Zaczyna się od ludzi, którzy w nim pracują, przedsiębiorstw, które tworzą wartość, i dochodów, które pozwalają finansować wspólne potrzeby.
Metro może być symbolem nowoczesnego Krakowa. Nowa dzielnica może być symbolem jego ambicji. Ale bez silnej gospodarki, lokalnej przedsiębiorczości i stabilnej bazy podatkowej pozostaną jedynie kosztownymi obietnicami. Przedsiębiorcy z Rybitw mówili o tym, zanim stało się to modne. Pozostaje nam jeszcze sprawdzić, czy pragmatyzm, który tak wyraźnie pojawił się w tej kampanii, stanie się również trwałą zasadą zarządzania Krakowem.
Remigiusz Tytuła – prezes Klaster Rybitwy – Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości




