Gdzie otwierają się najfajniejsze nowe studenckie spoty?

Artykuł sponsorowany

Porównanie kulinarnej mapy Krakowa z tą sprzed dziesięciu lat, a obecną daje zaskakujący obraz – dziesięć lat temu centrum życia gastronomicznego Krakowa koncentrowało się przede wszystkim na Starym Mieście, trochę mniej na Kazimierzu, a już zupełnie punktowo w Podgórzu, po drugiej stronie Wisły. 

Przez te dziesięć lat w mieście dokonała się rewolucja kulinarna, przenosząca koncept gastronomiczny nie tylko tam, gdzie gromadzą się turyści, ale przede wszystkim tam, gdzie ludzie mieszkają.

Podstawą konceptu było przekonanie, że ludzie chcą bawić się, jeść, pić, chodzić na zakupy i „żyć na zewnątrz” tam gdzie mieszkają, gdzie wiążą się nie tylko adresem zamieszkania, ale i miejscami do zjedzenia kolacji, czy spotkania ze znajomymi na piwie. Sposób świadczenia pracy, powroty do domu późnym popołudniem czy wieczorem zniechęcały do wycieczek do centrum miasta tylko do restauracji czy pubu.

Zaczęto dostrzegać potrzebę kolonizowania kulinarnego mało atrakcyjnych dotychczas przestrzeni, przede wszystkim przestrzeni nieturystycznej. Koncepty kulinarne zaczęły wychodzić z centrum do dzielnic klasycznie mieszkalnych, co odbywało się z korzyścią dla mieszkańców tych dzielnic, ale i dla gastronomi- poza centrum były niższe czynsze, łatwiejszy dojazd i rzesza chętnych klientów.

Powstała moda na eksplorowanie nowych miejsc, powstały blogi kulinarne, rankingi, cała filozofia foodies- młodych, otwartych na nowości kulinarne ludzi, którzy podążali za zmianami, promowali nowe miejsca, nadawali im ważności, atrakcyjności.

Takie miejsca jak Miro’s na Grzegórzkach, Zaczyn na Dębnikach, Gruzińskie GMT na Alei Kijowskiej czy świetne miejsca na Zwierzynieckiej pokazały, że pomysł i dobre jedzenie zawsze obronią się w miejscu gdzie mieszkają ludzie, gdzie kwitnie codzienne, nieturystyczne życie.

Przerzucenie przez Wisłę Kładki Bernatka niesamowicie ożywiło Podgórze i ulicę Mostową. Największe zmiany rewolucji kulinarnej nastąpiły w miejscu, na które niewielu stawiało, bo jeszcze niedawno była to pofabryczna smutna dzielnica-Zabłocie.

Rozwój tej dzielnicy jest imponujący- piękne, nowoczesne, ale zachowujące loftowego ducha budynki mieszkalne zaprojektowane zostały z wizją i miejscem dla lokali gastronomicznych, co daje mieszkańcom luksus bliskości i swojskości. Na Zabłociu mieszka się naprawdę dobrze i fajnie.

Niebagatelny wpływ na zabłociański gastro-boom ma mocno zaakcentowana w dzielnicy obecność prywatnego akademika LivinnX, pojawił się  on na Zabłociu  miejscu dawnych zakładów Telpod.

W akademiku LivinnX na parterze znalazło się miejsce dla najlepszych krakowskich lodów- Good Lood, dla Kawy Romanowicza z najlepszą kawą co najmniej w dzielnicy, dla Nalej Se- nowego mikrobrowaru z piwem z tzw. kija.

Zdecydowanie Zabłocie stało się swego rodzaju hotspotem studenckich miejscówek.

Sweet Life – koreański koncept, który początkowo funkcjonował w okolicach Politechniki Krakowskiej, przeniósł się właśnie tutaj- na Zabłocie, pociągając za sobą swoich fanów i znajdując ich wśród lokalsów. Na Zabłocie przeniosło się też Tokki Tea, gdzie ostrość kimbapa można osłodzić Bubble Tea.

Na Zabłociu, niedaleko LivinnX jest Hala Lipowa z Mazaya Falafel, Spectacolar oraz innymi konceptami, połączonymi wspólnymi stołami i poczuciem rodzącej się wspólnoty.

To idealne miejsce dla wszystkich doceniających dobrą atmosferę, klimatyczność i świetne jedzenie pod jednym dachem.

Gdzie znaleźć więc najciekawsze i najfajniejsze studenckie spoty? Jeżeli masz ochotę wyjść poza utarte szlaki Starego Miasta i Kazimierza spróbować czegoś nowego w bezpretensjonalnej, luźnej, miłej atmosferze to rozważ wycieczkę na Zabłocie –  to właśnie tam coraz częściej wyznaczane są nowe trendy kulinarne, a łatwość dojazdu, bliskość komunikacji miejskiej i wielkomiejskość z jednoczesnym urokiem małego miasteczka pochłoną Cię bez reszty.

Będziesz tu wracać, bo warto.

A może nawet zamieszkasz?

Załaduj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Aktualności