Szpital Uniwersytecki: „Dziś trudno nam opanować wzruszenie!”

„Dziś trudno nam opanować wzruszenie!” – taki wpis pojawił się dziś na stronie Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Wszystko to za sprawą odwiedzin Pani Moniki, która z COVID-19 spędziła na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii 67 dni, z czego aż 32 pod aparatem ECMO! Jest naszą najmłodszą i jedyną pacjentką, która po tak długim okresie wróciła do pełni zdrowia. Jej historia to dowód na to, że cuda w medycynie się zdarzają! – informuje szpital

Kiedy 4 marca br. Pani Monika trafiła do Szpitala Uniwersyteckiego z ciężkim przebiegiem COVID-19 była w zaawansowanej ciąży i spodziewała się swojego pierwszego dziecka. Cztery dni później jej stan pogorszył się tak bardzo, że lekarze zadecydowali o natychmiastowym rozwiązaniu ciąży. 8 marca urodził się zdrowy chłopiec – Aleks, a jego mamę jeszcze tego samego dnia przewieziono na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii, gdzie prawie natychmiast ją zaintubowano oraz wdrożono leczenie przy pomocy respiratora. Wtedy też rozpoczęła się trwająca aż 67 dni walka o jej życie. Momentami było niezwykle ciężko – szczególnie, gdy jedynym rozwiązaniem stało się podłączenie ECMO. To pod nim, będąc wciąż nieprzytomna, 10 kwietnia Pani Monika obchodziła swoje 30 urodziny. To też w tamtym czasie wydawało się, że – nawet jeśli kobieta wyzdrowieje – konieczny będzie przeszczep płuc. 
 
Życie napisało szczęśliwe zakończenie tej historii. Ponad dwa miesiące od przyjęcia, 12 maja br. stan zdrowia poprawił się na tyle, że można było wypisać pacjentkę ze szpitala. 

Dziś, kiedy odwiedziła nas „na własnych nogach” radość była tym większa, gdy okazało się, że jej płuca są w doskonałym stanie a zmiany chorobowe ustąpiły. „To nasz mały sukces” – mówi skromnie lek. Tomasz Drygalski, Zastępca Kierownika Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii. I chyba dlatego nie dziwi, że wszyscy pracownicy oddziału chcieli choć przez chwilę zobaczyć i porozmawiać z tą, którą ogromnym wysiłkiem, całą posiadaną wiedzą i niezwykłym zaangażowaniem przez ponad dwa miesiące ratowali od ostatecznego. 

Fot. SU

Załaduj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Aktualności