Klient krakowskiej Biedronki został zaatakowany przez ochroniarza. Mamy stanowisko sieci

Klient krakowskiej Biedronki został zaatakowany przez ochroniarza. Mamy stanowisko sieci

Klient sieci sklepów Biedronka został zaatakowany przez ochroniarza. Do zdarzenia doszło 23 listopada w Krakowie.

Na Facebooku została opisana cała sytuacja przez zaatakowanego klienta.

Pisownia oryginalna:

„23 listopada moja siostra miała swoje 15-ste urodziny. Poszedłem rano, póki jeszcze się nie obudziła, do sklepu, żeby kupić jej kwiaty i rafaelki. Spokojnie wszedłem do sklepu, zrobiłem zakupy na kasie samoobsługowej, żeby nie czekać w kolejce, dostałem paragon, zachowałem go (zawsze zachowuję paragon). Spokojnie wyszedłem ze sklepu i poruszałem się powoli w kierunku przystanku na ulicy Starowiślnej. Byłem już prawie na przystanku, kiedy poczułem trzy mocne uderzenia w plecy – obróciłem się, zobaczyłem grubego mężczyznę lat 25, który chwycił mnie za ręce i próbował coś z nimi zrobić. Tępo stałem przez kilka sekund, po czym uświadomiłem sobie, że mam do czynienia z ochraniarzem, tak pisało na jego specyficznym stroju. Po tym jak zrozumiałem, kim jest ten pan, zapytałem się go z charakterystycznym wschodnim akcentem (no bo inaczej nie potrafię), co się w ogóle tutaj dzieje. Usłyszawszy obce dźwięki, ten pan powalił mnie na ziemię, usiadł na moim kręgosłupie i zaczął zakładać na mnie kajdanki. Ja natomiast, wetknięty twarzą do chodnika, dalej wypytywałem, co się dzieje i prosiłem mnie puścić.

Ale on mnie nie puszczał, co więcej, zaczął mocno naciskać swym kolanem, dławiąc mnie całą wagą swojego ciała. JA ZACZĄŁEM KRZYCZEĆ, ŻE SIĘ DUSZĘ, WOŁAŁEM PRZYCHODNIÓW O POMOC, ŻEBY KTOŚ ZADZWONIŁ NA POLICJĘ. Nikt mi nie pomógł. Dosłownie nikt. Krakowianie przechodzili obok mnie, nawet nie zwracając uwagi. I chociaż nie udało mi się uzyskać reakcji tłumu, reakcja kretyna, który mnie dusił, była błyskawiczna. Warknął do mnie: „Zamknij się ty k**wa Ukraińcu”, po czym zalał moje oczy obfitą porcją gazu pieprzowego. I ja się zamknąłem, bo nie chciałem dostać jeszcze. Nic nie jest bardziej poniżające, niż kiedy idziesz w kajdankach, pchany przez ochraniarza Biedronki, w centrum Krakowa. Patrzyłem przez łzy na ludzie dookoła i nie rozumiałem, czemu mi nikt nie pomógł. Ważne jest, by podkreślić, że od momentu, jak zrozumiałem, że ten psychopata jest ochraniarzem Biedronki, mówiłem mu i nawet krzyczałem, że ja przecież mam paragon, PROSZĘ ZOBACZYĆ PARAGON. Zawiódł mnie do jakiegoś pomieszczenia i uśmiechnięty zapytał się „No i gdzie k**wa niby masz ten paragon”. Powiedziałem, że mam go w kieszeni kurtki, że bardzo proszę zobaczyć paragon. O dziwo, zgodził się wyjąc paragon z kieszeni, pewnie myśląc, że go oszukuję. Popatrzywszy na pomiętą kartkę przez minutę, zdjął ze mnie kajdanki i wypchał z powrotem na halę sklepu. Nie powiedział do mnie nic. Ani przeprosił, ani powiedział, że się pomylił – po prostu mnie wypchał. Głośnym krzykiem zacząłem wołać kierownika sklepu. Pani, która przedstawiła się kierownikiem sklepu odmówiła mi żadnej pomocy (miałem okropny ból w oczach, chciałem je przepłukać wodą). Dopiero jak zadzwoniłem na policję, zostałem dopuszczony do kranu z wodą. Z tego pomieszczenia, w którym był kran z wodą, zostałem, co prawda, wkrótce wyrzucony na pole przez dwóch chłopów umundurowanych w stroje firmy JUSTUS. Kierowniczka sklepu w międzyczasie gdzieś zemknęła. Czekałem więc dalej na polu na policję. Jak myślicie co, jako pierwsze, zrobił policjant zobaczywszy mnie? Zmusił mnie do ubrania maseczki, no oczywiście. Powiem tylko, że aż do chwili, kiedy w końcu zdjęto ze mnie kajdanki, byłem w maseczce, przez co się dusiłem dwa razy mocniej, bo nie mogłem normalnie oddychać – cała maseczka była zalana gazem. Policjanci wzięli mój dowód, wprowadzili jakieś dane do systemu, poprosili o dowód tego chorego psychicznie ochraniarza i tyle. Zostałem poinformowany, żeby wszcząć postępowanie muszę stawić się osobiście na komisariacie na ul. Szerokiej…”

W tej sprawie zwróciliśmy się do sieci sklepów Biedronka.

Sieć przesłała nam oświadczenie:

Ta sytuacja nie powinna się zdarzyć, a klienta przede wszystkim przepraszamy. Natychmiast po otrzymaniu pierwszego sygnału poddaliśmy to zdarzenie gruntownej analizie. Nie ma i nie będzie naszej zgody na takie zachowanie, a pracownik zewnętrznej agencji ochrony Argus nie będzie więcej pracował w naszych sklepach.

Zwróciliśmy się również do krakowskiej policji w tym temacie. Czekamy na odpowiedź

reklama
Załaduj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Aktualności